Wywiady

Wywiad z Jolantą Bartoś

 

Biblioteka Słów: Dzień Dobry! Dziękuję iż zgodziła się Pani abym mogła przeprowadzić z Panią wywiad. Jestem w trakcie czytania Pani książki „Jad”. Jako, że jestem fanką kryminałów, książka od razu do mnie trafiła. Lekka, napisana z wielkim przemyśleniem. Bardzo spodobał mi się Pani styl pisania, dlatego postanowiłam napisać do Pani w sprawie wywiadu. Na początku czy opowiedziała by Pani nam coś o sobie? Czym się Pani zajmuje?

Jolanta Bartoś: Dzień dobry. Z wykształcenia jestem dziennikarką i PR-owcem. Szczególnie PR przydaje się przy promowaniu własnej twórczości. Studia skończyłam stosunkowo niedawno, bo 2014 roku. Ale nie pracuję w tym zawodzie, czego bardzo żałuję. Środowisko dziennikarskie jest dosyć szczelne.

Na co dzień pracuję w niemieckiej firmie jako kontroler jakości, czyli ta osoba, której nie darzy się specjalną sympatią. Wiadomo, sprawdzam pracę innych i szukam błędów, a kto lubi poprawki?

 

Biblioteka Słów: „Niepokorna” jest  Pani debiutem literackim. Ujęła Pani w niej bardzo trudne tematy życiowe, takie jak: molestowanie, śmierć rodziców. Dlaczego taką fabułę Pani wybrała?

 Jolanta Bartoś: „Niepokorna” zawiera dużo więcej tzw. trudnych tematów. Jest tam jeszcze wątek handlu kobietami, prześladowania, przemocy. Doskonale wiem, jak czuje się osoba prześladowana, wyobcowana, która nie może nikomu ufać. Sama padłam ofiarą stalkera i to dwukrotnie.

„Niepokorna” powstała jeszcze na studiach. Początkowo była to praca zaliczeniowa z kreatywnego pisania, ale bardzo szybko zdałam sobie sprawę, że znam losy moich bohaterów i muszę je zapisać. Tak do końca nie umiem wyjaśnić dlaczego akurat takie tematy. Zawsze to jest jakiś pomysł, który kiełkuje, a potem przekształca się w historię.

 

Biblioteka Słów: Czy zawarła coś Pani w niej z życia codziennego? Czytając ją ma się wrażenie iż bohaterowie są autentyczni.

Jolanta Bartoś: Ważne, żeby historia była autentyczna. Fałsz wygląda sztucznie i czytając coś nieprawdopodobnego od razu nabieramy przeświadczenia, że jest to kijem na wodzie pisane.

Żyję życiem moich bohaterów. Zastanawiam się, co by powiedzieli, co ja bym zrobiła, jak wygląda rzeczywistość. Osadzam akcję w miejscach, które znam i rzeczywistości, która nie jest mi obca. Wszystkie moje powieści dzieją się w Polsce, bohaterowie mają polskie imiona i nazwiska, to pozwala czytelnikowi utożsamić się z ulubioną postacią. I staram się, żeby spotykały ich realne sytuacje życiowe.

Ostatnio zdarzyło mi się rysować drzewo genealogiczne, żeby powiązać dwóch bohaterów i osadzić ich odpowiednio w czasie i historii, a wiadomo, że ona była burzliwa, jeśli weźmiemy pod uwagę cztery czy pięć pokoleń wstecz.

 

Biblioteka Słów: Co lubi Pani najbardziej w pisarstwie?

Jolanta Bartoś: Fakt, że mogę zamordować kogo chcę 😉

Uwielbiam wszystkich bohaterów. Zwłaszcza tych złych, bo to oni są motorem powieści. Im więcej namieszają, tym ciekawsze będzie opowiadanie. Temu dobremu nie zawsze wszystko musi się udawać, i nie musi być ideałem. Doskonałość jest nudna, więc taka postać ma swoje mroczne strony, humorki i złe dni. Normalny człowiek. Nam też zdarza się przeklinać i być złośliwym.

Ale ten zły musi być perfekcyjny i okrutny. Lubię rysować mroczne charaktery i szukać w ich portretach psychologicznych rzeczy, które spowodowały, że tacy się stali. I tu znowu pojawia się autentyczność postaci.

 

Biblioteka Słów: : Czego Pani nie lubi w tym zawodzie?

Jolanta Bartoś: Nudy.

Nie lubię opisów. Zbyt dokładnych, niemal namacalnych, jakbym oglądała fotografię z zaznaczonymi detalami. Pisząc, że bohater wszedł do pokoju urządzonego w góralskim stylu, nie będę się skupiać na opisie komody z pięknymi rytami i charakterem deseniu sztuki. Wystarczy zaznaczyć, że jest to góralska chata, resztę już robi wyobraźnia,  nie lubię odbierać czytelnikowi jego własnych przeżyć. Nie skupiam się też na dokładnych opisach postaci. Są ogólnikowe. Każdy z nas potrafi sobie wyobrazić jak ubrana jest druhna na weselu, czy prawniczka w sądzie.   

 

Biblioteka Słów: Jakie uczucia towarzyszą Pani podczas pisania?

Jolanta Bartoś: To jest pełna gama uczuć. Fascynacja, strach, radość, złość. Zdarza się, że płaczę  Zdarza się, że czuję się bezsilna, bo zabrnęłam tak daleko, że nie ma odwrotu. I wtedy muszę kombinować co dalej.

Ale ogólnie to jest niesamowita radość. Stworzyć bohaterów, nadać sens ich istnieniu i czuć, że żyją. Spełnienie dla pisarza.

 

Biblioteka Słów: Czy w czasach szkolnych poloniści zauważali Pani lekkość pióra?

Jolanta Bartoś: To było dawno i nie pamiętam…

Od zawsze miałam predyspozycje do wymyślania historii. Ale nie lubiłam pisać wypracowań. Wiadomo – czasy szkolne, lektury – żadnego miejsca na zbyt wybujałą fantazję. Ale kiedy było zadanie napisania krótkiego opowiadania na temat „…” to już był raj. Krótkie dla mnie znaczyło 5-6 stron, nie pół, jak dla innych 😉

 

Biblioteka Słów: Jakie ma Pani zainteresowania?

Jolanta Bartoś: Rękodzieło artystyczne. Po prostu kocham wszelkie rękodzieło. Robiłam już niemal wszystko, choć oczywiście jeszcze jest kilka rzeczy, których nie próbowałam, ale mam zamiar.

Od siedmiu lat najwięcej miejsca w moim życiu zajmuje Beading. Jest to sztuka tworzenia z koralików biżuterii. I nie mówię tu o nawinięciu na gumkę kilku perełek. Tworzę kwiaty 3D, różne aranżacje naszyjników, bransoletek, kolczyków. Czasami robię ozdoby z koralików. Lubię wymyślać i tworzyć.

 

Biblioteka Słów: Czy jest Pani  trakcie pisania kolejnej książki? Jeśli tak to czy zdradzi Pani nam o czym jest?

Jolanta Bartoś: Nakładem Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro ukazały się „Niepokorna” i „Jad”. Pod koniec marca wyjdzie kolejna powieść „Uwięzieni w Galerii Lochy”. Natomiast w tej chwili piszę czwartą już powieść pt. „Obłęd”. Są to kryminały. W „Uwięzionych” pojawi się seryjny morderca. Natomiast jeszcze nie zdradzę o czym jest „Obłęd”

 

Biblioteka Słów: Jak zaczęła się Pani przygoda z pisarstwem?

Jolanta Bartoś: Od zawsze marzyłam, żeby pisać. Zaczęło się opowiadaniem mojemu młodszemu braciszkowi wymyślanych na poczekaniu bajek. A on zamiast spać chciał więcej i więcej. Później pisałam do szuflady. Miałam nadzieję, że kiedyś coś wydam.

Marzenie musiało poczekać żeby się spełnić.

 

Biblioteka Słów: Jakiego pisarza bądź pisarkę lubi Pani czytać?

Jolanta Bartoś: Jeśli chodzi o to co lubię, to raczej mocne klimaty Kinga czy Koontza. Natomiast nie jestem nastawiona wyłącznie na zagranicznych pisarzy. Wielu naszych rodzimych twórców pisze bardzo dobre powieści i lubię po nich sięgać. Ostatnio twórczość moich koleżanek i kolegów z Wydawnictwa. Ale dobrze jest odbić się od zbrodni i zanurzyć w powieści obyczajowej, komedii czy romansie.

 

Biblioteka Słów: Jest Pani jak malarz, który nie pozwala zobaczyć swojego dzieła przed zakończeniem? Czy może jednak daje Pani bliskim by poznać ich opinie?

Jolanta Bartoś: Nikt nie czyta moich powieści zanim ujrzą światło dzienne. Czasami jak czuję, że to jest coś fajnego, albo nie jestem pewna sytuacji, czytam mojemu ukochanemu. Tylko mały fragment i nic więcej. Ale zdarzyło się to może ze dwa razy. Natomiast pytam go często o radę. Np. jaka marka samochodu, jaki męski perfum, jak nazywa się konkretna część jakiegoś narzędzia…

 

Biblioteka Słów: Co by Pani doradziła osobie, która chce zacząć pisać książki?

Jolanta Bartoś: Przede wszystkim cierpliwość. Trzeba też nauczyć się kreślić własny tekst. Być odpornym na krytykę. Nie każdy czytelnik musi być zachwycony tym co piszemy. A każdy ma prawo do wyrażenia własnej opinii. Skoro jest się osobą tzw. „publiczną” to trzeba umieć zachować klasę. Nie wolno wdawać się w pyskówki z hejterami. Jakakolwiek rysa na tym „publicznym wizerunku” może być źle odebrana. Ale oczywiście jesteśmy też normalnymi ludźmi i mamy prawo do prywatności.

Co zrobić, żeby zacząć pisać? Po prostu pisać. Przeczytać komuś zaufanemu i wysłuchać krytyki. Pamiętajmy, że przyjaciel, to ktoś kto powie prawdę, a nie tylko będzie popadał w zachwyt. A po wysłuchaniu uwag, napisz jeszcze raz. Myślę, że to dobre ćwiczenie na odporność i cierpliwość.

 

Dziękuję serdecznie za przeprowadzony wywiad 🙂

 

 

 

 

 

Tagged , ,