Okładka Kolory ognia
Dorośli,  Młodzieżowe

„Kolory Ognia” Aleksandra Galert – recenzja

„Po przejęciu władzy przez nieudolnego uzurpatora stolica Artanu – Fene – staje się miejscem ponurym, podupadłym i skostniałym. Pozostaje jednak względnie spokojna, co przynosi mieszkańcom odrobinę upragnionego wytchnienia. Niestety tylko do czasu, kiedy w mieście nie pojawia się tajemnicza karawana z odległych i mrocznych zakątków królestwa, a po wąskich uliczkach nie zaczynają kręcić się podejrzane postaci, za którymi kroczy śmierć. Wówczas w okolicy przestaje być tak bezpiecznie i nawet Wieczny Ogień, który dotąd był opoką dla mieszkańców, ujawnia swoją niszczycielską naturę.

Wychowanka maga, Larina, żeby ratować życie, jest zmuszona uciekać z miasta. Ponadto jej opiekun i namiastka rodziny, Eren, wpada w poważne tarapaty i trzeba wyruszyć mu na ratunek. Larina od dawna marzyła o dalekich podróżach, ale wyobrażała je sobie zupełnie inaczej. Jej marzenia nie uwzględniały obecności asasynów i czarnoksiężników…

Na szczęście dziewczynie towarzyszy dwójka oddanych przyjaciół i Kot. Kot, bez którego cała historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej.

Lecz czy w tych mrocznych czasach jest jeszcze szansa na to, że kiedyś powróci legendarna Księżniczka Światła i przywróci światu ład i harmonię?”

Powiem szczerze, że zwracam dużą uwagę na okładkę – jest to okropna prawda, ale nie ma co się oszukiwać. Okładka tej książki mnie nie powaliła i gdybym nie przeczytała opisu, pewnie bym się nią nie zainteresowała. Opis bardzo wpłynął na chęć przeczytania tej książki i tutaj od razu muszę wspomnieć, że cieszę się, że ją przeczytałam, choć mam mieszane uczucia do tej książki.

Autorka Aleksandra Galert, ma bardzo lekkie piór, z czego bardzo się cieszyłam. Było widać, że każda napisana strona była przemyślana, choć często coś nie trzymało się całości. Sama fabuła książki, jest naprawdę interesująca i chyba ( z tego co pamiętam, bo dużo przeczytałam książek fantasy) nie natrafiłam na podobną w innych powieściach. Bardzo genialnie, jest także wykreowany świat, ale opisy czasami leżały i kwiczały – to jest ten minus. Były momenty kiedy tak się wciągnęłam, że nie mogłam się oderwać od książki, ale były także te momenty kiedy, książkę musiałam odłożyć na kilka dni bo się na nią wkurzyłam. Ale może o tym na końcu…

Czy coś mi się jeszcze podobało? Tak, były to postacie, które w genialny sposób zostały przedstawione przez autorkę, jednakże ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia, w szczególności głównej bohaterki, której nie polubiłam. Ciągle lamentowała, albo płakała i często jej wypowiedzi tworzyły w mojej głowie pytanie „Co ty dziewczyno pleciesz?” I właśnie dlatego musiałam książkę odkładać, bo jej absurdalne zachowanie mnie denerwowało.

Jak zatem widzicie, jestem między młotem a kowadłem – podobała mi się książka, ale są w niej minusy, które bardzo mnie irytowały. Czy polecam Wam książkę? Powiem tak, gdybym miała ją ocenić, byłoby to 5,5/10, zatem jeśli opis was zachęcił, a być może książka Wam się spodoba.